środa, 16 kwietnia 2014

Monte Kazura

Już przed łódzkim maratonem zakładałem, że cały tydzień po starcie spędzę na słodkim nicnierobieniu. Spodziewałem się jednocześnie, że będzie to odpoczynek z wyboru. Jednak wczorajsza rowerowa kraksa spowodowała, że  wybór wyborem, ale odpoczywać muszę - zgodnie z kategorycznym zaleceniem pani doktor ze szpitala na Solcu.

Rower cały czas pozostaje w rowerowym szpitalu przy Czerniakowskiej (tej ukrytej jej części, gdzieś w gąszczu uliczek Powiśla), za to ja może i już bym nawet o zderzeniu z Volvo nie pamiętał, gdyby nie to, że obolały prawy pośladek przy każdym ruchu przynosi mi świeże wspomnienie brutalnego pocałunku od szwedzkiej stali i polskiego asfaltu.

Z jednej strony cieszę się, że żyję, ale z drugiej już nie mogę się doczekać, kiedy znów będę mógł wskoczyć w biegowe buty i nastroić się w nich odpowiednio do nadchodzącego sezonu biegów górskich. Mam nadzieję, że mój zbity tyłek dojdzie do siebie przed zbliżającą się wielkimi krokami Szczawnicą, a może nawet i przed innym zacnym wydarzeniem, o którym właśnie dowiedziałem się od biegającego brata.
 
Otóż okazało się, że niespożyte siły ekipy napierajów sprawiły, że na mapie warszawskich biegów dość niespodziewanie pojawił się prezentujący się niesamowicie wyzywająco kros po górce kazurce! O treningach na tym niepozornie wyglądającym ale dającym w kość wzniesieniu pisałem tu i tu. Osobiście szczerze uwielbiam zmagania z tamtejszymi podejściami i zbiegami, a zatem możecie sobie wyobrazić, jak bardzo ucieszyłem się, że już za chwilę będzie można pościgać się po kazurkowych nierównościach już w oficjalnych zawodach.

Cykl Monte Kazurka obejmuje 5 biegów, z których pierwszy odbędzie się już w następną środę, 23 kwietnia, a ostatni pod koniec wakacji - 20 sierpnia. A pomiędzy nimi mniej więcej co miesiąc mazowieccy ultrasi będą mieli jeszcze trzy inne okazje, żeby podszlifować formę przed "Rzeźnikiem", Chudym Wawrzyńcem, Maratonem Gór Stołowych, Krynicką "setką" i innymi ultrabiegami. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, najlepiej zajrzyjcie sobie na stronę www.montekazura.pl i tam znajdziecie wszystko czego potrzeba.

Mam nadzieję, że do kolejnej środy moje tyły wydobrzeją i będę w stanie z przytupem zainaugurować debiut Monte Kazury. Znając zacięcie napierajów można się spodziewać, że zawody te - mimo, że kameralne - będą stały na najwyższym poziomie organizacyjnym. A jeśli uda im się do tego namówić na udział Kamila Leśniaka, Maćka Więcka, Agatę Matejczuk i rączą bandę z UNTS, to i sportowo możemy być na warszawskim Ursynowie świadkami bardzo ciekawego wydarzenia. Ale nawet i bez nich warto pojawić się u stóp Mt.Kazury i zmierzyć się z 5-kilometrową trasą, na której pot będzie się lał strumieniami, a ból nie ominie nawet najmocniejszych!      

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki Tukany! Biodro powoli dochodzi do siebie - dziś już nawet wsiadło znów na rower :-)

      Usuń
  2. No to widzimy się! Mam nadzieję wreszcie Cię poznać osobiście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem już musi się udać! Ucieszyłem się, jak Cię zobaczyłem na liście - będzie okazja, żeby pogratulować roztrzaskania Rotterdamu ;-)

      Usuń